Amantadyna leczy COVID-19! Rozmowa z dr. Włodzimierzem Bodnarem

  • 12.05.2021, 10:18 (aktualizacja 15.05.2021, 12:35)
  • Wiktoria Kohnke
loadingŁaduję odtwarzacz...
W czasie, kiedy nasze życie podporządkowane jest wszechwładnemu COVID-owi, kiedy wszelkie środki masowego przekazu, praktycznie bez przerwy, bombardują nas informacjami o konieczności zaszczepienia się, bo inaczej grozi nam śmierć, znalazłem w Internecie wiadomość, że w Przemyślu jest lekarz, który leczy chorych na COVID-a. Nazywa się Włodzimierz Bodnar. Po umówieniu się z panem doktorem Bodnarem, udaliśmy się w 700-kilometrową podróż do Przemyśla, aby „u źródła” uzyskać więcej szczegółowych informacji.

PK: Lekarze twierdzą, że leku na COVID-19 jeszcze nie ma. A Pan skutecznie leczy z pomocą amantadyny.
- Uważam, że istnieją leki, które mogą okazać się skuteczne w walce z COVID-19. W moich artykułach zawsze podkreślam, że amantadyna może być jednym z najlepszych z takich leków. Natomiast nigdy nie powiedziałem, że nie będzie innych, być może nawet skuteczniejszych leków. Nie mam wątpliwości, że amantadyna oddziałuje na wirusa, a dzięki temu możemy zahamować infekcję.

PK: Jest Pan lekarzem pediatrą ze specjalizacją w pulmonologii. Od ilu lat Pan leczy?
- Leczenie jest dla mnie pasją, robię to już ponad 30 lat.
Wyleczyłem różne choroby i nieraz, w wielu dziedzinach, poszukiwałem skutecznych leków, nie tylko w przypadku COVID-19. Dlatego leczenie niestandardowymi metodami nie jest dla mnie rzeczą nową.
Amantadynie zarzuca się, że znajduje się poza schematami leczenia COVID-a.
Jednocześnie spotykamy się z wieloma pacjentami, którzy próbują leczyć się innymi lekami o działaniu przeciwwirusowym. I nie ma żadnych przeszkód, żeby tego próbować, nikt tego nie kwestionuje. Problem jest tylko z amantadyną. Krytyka stosowania amantadyny to absurd bez żadnego uzasadnienia.
Amantadyna przestała być stosowana jako lek na grypę od 2009 roku. To za sprawą publikacji, która wykazała, że istnieje inny, skuteczniejszy lek. I to jest jedyny powód. Nie ma żadnych badań, potwierdzających, że amantadyna nie działa na grypę. Ja również nigdy tego nie odnotowałem, a stosuję amantadynę od 30 lat.

 

PK: Ilu pacjentów dziennie do Pana trafia z objawami COVID-19? Czy są to pacjenci tylko z Przemyśla?
- Pacjentów było tak wielu, że codziennie byliśmy zmuszeni do odmawiania przyjęcia, nawet osobom, które przyjeżdżały z daleka. Dlatego ograniczyliśmy tę ilość. Obecnie przyjmujemy od 30 do 60 pacjentów dziennie. To osoby z całej Polski, które przychodzą w różnym stanie. Wielu z nich wymaga nadzorowanego leczenia.
Podchodzę do tej choroby bardzo poważnie i nigdy jej nie bagatelizowałem. Staram się leczyć poprawnie, rzetelnie i skutecznie.
Amantadyna zaczyna działać po dwóch dniach od przyjęcia. Ze względu na to, że wirus może rozwijać się bardzo dynamicznie, możliwe jest, że spowoduje powikłania, zanim zacznie działać amantadyna. Oczywiście w leczeniu amantadyną można ponieść porażkę, ponieważ zdarzają się bardzo trudne i burzliwe przebiegi choroby, gdzie pacjent nawet w ciągu 2-3 dni może trafić pod respirator. Jeżeli umiemy opanować kryzys u takiego pacjenta, to finalnie okazuje się, że amantadyna jest skuteczna. Amantadyna jest lekiem przeciwwirusowym. Jeżeli będziemy leczyć COVID-19 bez zahamowania wirusa, jeśli jest aktywny, to nie przeżyje nikt. Do tej pory nie ma na świecie udowodnionego leku, który hamuje wirusa.
Uważam, że można mieć wątpliwości co do skuteczności amantadyny, jednak nie powinno się jej krytykować przed wynikami badań.
Apelowałem o to, by takie badania przeprowadzono i udało mi się to wywalczyć. Gdyby nie moje zaangażowanie, w Polsce amantadyna nigdy nie byłaby badana.
Gdybym miał jakieś wątpliwości, unikałbym tematu badań i nie apelowałbym do lekarzy, żeby otwierali przychodnie i leczyli pacjentów.

PK: Czy ma Pan kontakt z dr. Adamem Barczykiem, który również prowadzi badania nad skutecznością amantadyny? [prof. dr hab. n. med. Adam Barczyk, szef Oddziału Pneumonologii GCM oraz kierownik Katedry i Kliniki Pneumonologii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach - przyp. red.]
- Tak, pracujemy wspólnie w Komitecie Naukowym, mamy zebrania online, na których omawiamy sytuację.

 

PK: A profesor Rejdak? [kierownik Katedry i Kliniki Neurologii Uniwersytetu Medycznego w Lublinie prof. dr hab. n. med. Konrad Rejdak – przyp. red.]
- Nie mamy kontaktu, nasze drogi rozeszły się już po pierwszym spotkaniu. Nasze spostrzeżenia nieco się od siebie różniły, profesor Rejdak ma spostrzeżenia bardziej neurologiczne, a ja i mój zespół raczej infekcyjne. Aczkolwiek mam nadzieję, że zarówno dr Barczyk, jak i prof. Rejdak są zainteresowani wynikami badań, ponieważ dobrze, żeby Polska wykazała, że amantadyna jest skuteczna. To się wiąże oczywiście z całokształtem gospodarczym, politycznym.

PK: A czy nie jest tak, że objawy COVID-a są raczej typowo neurologiczne?
- To nie o to chodzi. Ciągle sprowadzamy się do niskich dawek amantadyny. Ja sugerowałem, że stosowane dawki powinny być dużo większe, żeby zwiększyć efektywność. Zostało to wykazane w badaniach instytutu dr. Roberta Kocha. Oni nawet skłaniają się do dawek donosowych, które będą nawet wielokrotnie wyższe, niż te, które my podajemy.
Kiedyś zgłosiła się do mnie pacjentka, która omyłkowo przez 4 dni przyjmowała po 12 kapsułek z amantadyną. Nie jest to dawka śmiertelna, choć może nasilać jakieś zaburzenia. U tej pacjentki nie było żadnych objawów, poza strachem, że coś jej się może stać po tym przedawkowaniu. My wiemy doskonale, że naukowcy podają dawkę toksyczną lub śmiertelną między 12 a 24 kapsułkami w dawce jednorazowej. A są doniesienia ze świata, że ktoś zażył 50 kapsułek jednorazowo i przeżył. Tolerancja organizmu ludzkiego na ten lek jest dosyć wysoka. A moja pacjentka, która przedawkowała, po 4 dniach nie miała śladu wirusa. Im większa dawka, tym efekt terapeutyczny jest większy.
Zanim rozpocząłem leczenie pacjentów amantadyną, sprawdziłem to na samym sobie. W jaki sposób działa i jakie są reakcje organizmu.

PK: Etyka a zasada „primum non nocere". Amantadyny nie ma jeszcze w procedurach, dlatego lekarze, którzy jej nie stosują, mogą mieć czyste sumienie?
- Wymyślanie sztucznych procedur przy jednej chorobie to absurd.

PK: Ale jest to wygodne podejście.
- Na pewno niewygodne dla pacjenta. Procedura niczemu nie służy, dlatego jest bezzasadna. Etycznym jest, żeby otworzyć przychodnie. Nieetycznym jest nie leczyć pacjentów.
Lecząc tak wielu pacjentów, mam doświadczenie z amantadyną i wiem, że nie jest lekiem niebezpiecznym. Należy do nielicznej grupy leków, które przy podawaniu nie kumulują się, ponieważ są szybko wypłukiwane przez organizm. Pod warunkiem, że nerki są wydolne.

PK: Mówiąc o skuteczności, ilu pacjentom pomógł Pan w swojej przychodni?
- Ponad 3000.

PK: A ilu pacjentom nie udało się pomóc?
- Ostatnio ukazał się artykuł, w którym wykazano mi 17 zgonów. Przyznam, że przed tą publikacją sam nie wiedziałem, ile ich jest i spodziewałem się, że będzie to większa liczba. Bardzo często zgłaszają się do nas osoby w krytycznym momencie choroby. To bardzo ciężcy pacjenci. Mamy również tzw. sytuacje, które zaistniały. W tym wykazie zgonów znajduje się np. ponaddziewięćdziesięcioletni mężczyzna. Ten pacjent równie dobrze mógł zemrzeć na zawał, udar czy inną przypadłość. Przypisywanie mi zgonów osób, które były leczone np. zaledwie 12 godzin, to bezpodstawna krytyka. Sugerowanie związku pomiędzy zgonami a stosowaniem amantadyny jest niezasadne i niepoparte żadnymi badaniami.
W tym artykule zarzucono mi również, że wypisałem tylko 1500 recept oraz 800 recept na rymantadynę. Nie wzięto pod uwagę, że jedno opakowanie amantadyny wystarcza na dwóch pacjentów, oraz tego, że na jednej recepcie może się znaleźć różna ilość, różnych leków. Do tego dochodzi rymantadyna. Dlatego rzeczywiste ilości znacząco przekraczają to, co mi zarzucano.

PK: Rada Medyczna zaleca stosowanie remdesiviru i żeby nie stosować amantadyny.
Bardzo źle się stało, że w Radzie Medycznej zasiadają tylko zakaźnicy oraz koło wzajemnej adoracji. Jest cała grupa lekarzy, którzy leczą COVID-19 i mają pojęcie o całokształcie leczenia. W przeciwieństwie do zakaźników, którzy często mają mniejszą wiedzę o innych chorobach i leczą mniej skutecznie, niż np. pulmonolodzy czy inni lekarze. Uważam, że w takim kręgu powinny zasiadać całkiem inne osoby. Nie może być to jedna grupa, która rządzi całokształtem.
Bezpodstawne jest odradzanie amantadyny, ze względu na brak przeprowadzonych badań. Badania były przeprowadzone na świecie, mamy o tym doniesienia laboratoryjne. Niech nikt nie straszy, że amantadyna jest toksyczna. Niech każdy, kto tak twierdzi, pokaże dokumenty potwierdzające tę tezę. Oparte nie na publikacjach, wywiadach czy wypowiedziach profesorów, a na badaniach klinicznych.

Remdesivir ma pH pomiędzy 6 a 6,5 najbardziej skuteczne. PH w komórce, w tych strukturach, w których on ma zadziałać, wynosi 5,5. Opublikowałem kiedyś artykuł, gdzie podkreślam, że amantadyna podnosi pH w komórce z 5,5 na około 6.
Ta zmiana pH, nawet o pół punktu, daje lepsze warunki działania remdesiviru. Ponieważ remdesiwir jest mało trwały w komórce, z racji na to pH i ulega biodegradacji.

Z moich obserwacji wynika, że przy amantadynie, prawdopodobnie te leki zaczynają ze sobą współgrać. Amantadyna, podnosząc pH organizmu, sprawia, że remdesivir nie ulega tak szybkiej biodegradacji, zaczyna być skuteczniejszy. Ale to jest jeszcze do zbadania.
Na podstawie moich obserwacji klinicznych, Agencja Rady Badań Medycznych przychyliła się do tego, że my w badaniu stosujemy amantadynę razem z remdesivirem.

PK: Czyli, z czystym sumieniem, mógłby Pan polecić amantadynę naszym Czytelnikom?
- Oczywiście, że tak. Uważam, że amantadyna nigdy nie szkodzi, dlatego zawsze warto rozważyć ją na każdym etapie choroby. Należy jednak pamiętać, że jest to lek działający tylko na wirusa. Nie będzie działał na powikłania po COVID-19. Od tego są inne leki i doświadczenie lekarzy.
Wielu lekarzy świetnie radzi sobie z powikłaniami, nawet tymi najgorszymi, pod warunkiem, że wirus jest nieaktywny.

PK: Czy jest Pan antyszczepionkowcem?
- Nie, moja przychodnia szczepi. Uważam jednak, że każdy ma prawo wyboru. Nie można też bazować tylko na szczepionce, ponieważ zawsze będzie grupa osób, która będzie chora, nie zaszczepi się. Szczepionka może nie zadziałać, nie każdy organizm może wytworzyć odporność. Dlatego amantadyna zawsze będzie potrzebna, na każdym etapie pandemii. Ten lek musi być wprowadzony niezależnie od szczepionki.

PK: Jaki jest sens noszenia maseczki?
- Według mnie maseczka nie zabezpiecza przed tą chorobą. Już dawno temu powiedziałem - "jesteś chory - szanuj innych, izoluj się".

rozmawiał: Piotr Kalusiński

opracowała: Wiktoria Kohnke

 

Już po mojej rozmowie z dr. Bodnarem dowiedziałem się, że kilka osób z mojego otoczenia stosowało amantadynę z pozytywnym skutkiem. Nie chciałbym, aby ten artykuł sugerował, że namawiam do stosowania jakichkolwiek leków. Chcę jedynie, aby ludzie mieli świadomość, że są lekarze, którzy z powodzeniem leczą chorych na COVID-19, a przychodnie, takie jak Optima w Przemyślu, przyjmują chorych nie tylko na najmodniejszą ostatnio chorobę. 

Piotr Kalusiński

PS. Panu Bogusławowi Cebulskiemu, szefowi Kapeli znad Baryczy, dziękuję za złożone oświadczenie o wyleczeniu się amantadyną, a Państwa odsyłam do zamieszczonego na Facebooku materiału p. Bogusława: https://www.facebook.com/cebbog/posts/801681210453692

 

Wiktoria Kohnke

Zdjęcia (1)

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu _______. _________ z siedzibą w ________ jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe