Powiat Ostrowski: 90. urodziny Ojca Franciszka

  • 28.09.2020, 21:14 (aktualizacja 02.10.2020, 09:04)
  • Ryszard Binczak
Powiat Ostrowski: 90. urodziny Ojca Franciszka
„Nie wyobrażam sobie życia poza zakonem i kapłaństwem. Moje kapłaństwo to największy dar, jaki mogłem otrzymać od Boga” - tak o swoim życiu mówi Ojciec Franciszek Maruszewski z Sadowia, który 20 września br. obchodził swoje 90. urodziny, w tym 63 lata poświęcił kapłaństwu.

Ojciec Franciszek urodził się 20 września 1930 roku w Krempie Starej, w okolicach Przasnysza, został ochrzczony jako Jan Maruszewski. Jego dzieciństwo nie było łatwe. Gdy miał zaledwie 9 lat wybuchła II wojna światowa, w której stracił ojca.
W 1950 roku, po szkole średniej, podjął decyzję o wyborze kapłaństwa i został przyjęty do Zgromadzenia Ojców Pasjonistów. Po jednorocznym nowicjacie, złożył śluby zakonne i odbył 6 letnie studia seminaryjne. W 1957 roku przyjął święcenia kapłańskie z ramienia Biskupa Ordynariusza Tadeusza Zakrzewskiego Diecezji Płockiej. 
Swoją posługę kapłańską sprawował w Sadowiu, Rawie Mazowieckiej, Warszawie i Przasnyszu. Przez 30 lat trudnił się katechizacją dzieci i młodzieży. W latach 70-tych, w ciągu 2 lat, pełnił funkcję mistrza nowicjatu, przygotowywał młodzież do życia zakonnego w Klasztorze Ojców Pasjonatów w Przasnyszu. Ostatnie 30 lat to powrót do Sadowia, do miejsca gdzie wszystko się zaczęło i z którym związany jest do dzisiaj.
O. Franciszek cieszy się dużą sympatią i szacunkiem wiernych. Jest wyjątkowo ceniony za swoją otwartość na drugiego człowieka i poczucie humoru.
90. urodziny Ojca Franciszka stały się okazją do przeprowadzenia z nim rozmowy, aby spytać o jego życie.
*W jaki sposób Ojciec odnalazł powołanie do przyjęcia kapłaństwa?
-W dzieciństwie bawiliśmy się z bratem w odprawianie mszy. On odprawiał, a ja mu służyłem. I tak to wyszło, że on się ożenił, a ja zostałem księdzem. *śmiech*
W odnalezieniu powołania pomógł mi kierownik mojej szkoły, który sam chciał zostać księdzem, ale wojna pokrzyżowała jego plany.
*Jaka dewiza przyświeca życiu Ojca?
-Zaufanie do Chrystusa i dużo humoru. Tak można żyć aż do śmierci, bo niektórzy umierają już przed śmiercią. 
*Czy w czasie 63-letniej posługi kapłańskiej zdarzyły się Ojcu trudne momenty?
-Za czasów komuny byłem wielokrotnie wzywany na tzw. „rozmowy”. Najbardziej utkwiła mi w pamięci ostatnia z nich. Zostałem wówczas zatrzymany na komendzie w Ostrowie, przy ulicy Sienkiewicza 2. Przetrzymywali mnie tam przez kilka godzin. W końcu musiałem zażartować. „Trzymacie mnie tu już 3 godziny, mi się już jeść zachciało, a może chcecie mnie na współpracę wziąć?”. Odpowiedzieli, że w końcu zaczynam rozsądnie mówić. Wtedy odparłem: „Kupcie mi helikopter i będę sobie latał i obserwował ludzi”. Dostałem za ten żart soczystą wiązankę przekleństw, ale ostatecznie oprawcy zaczęli się śmiać i mnie puścili wolno. Od tej pory skończyli mnie prześladować, choć to zakpienie z nich mogło przynieść całkiem inny rezultat!
*Jaki jest dzisiejszy niepokój księży?
-Niepokoi nas to, jak dzisiaj się chce ośmieszyć księży. Druga sprawa, że dąży się teraz do rozbicia rodziny. A rodzina to największa siła, łatwo się manipuluje ludźmi, którzy są sami. Mam też wrażenie, że dzieci stają się coraz bardziej zdemoralizowane. Rodzice nieraz zamiast je wychowywać „hodują” je. Żeby tylko miały zapewnione podstawowe potrzeby i dostęp do internetu. Tylko konsumpcja – zanika nauka o poświęceniu dla drugiego, o dzieleniu się, o pomocy innym. Wiele razy jeździłem pociągiem do lekarza w Poznaniu i nurtuje mnie to, że nikt ze sobą nie rozmawia, tylko każdy wpatrzony jest w swoją komórkę. 
*Czy nie odniósł Ojciec wrażenia, że ludzie się teraz mało modlą?
-Tak. Ale w Pol­sce wciąż jeszcze bardzo dużo osób się modli i uważam, że ta modlitwa naprawdę może nas uratować. 
*Jakie wydarzenie najbardziej wstrząsnęło Ojcem w czasie pełnienia kapłaństwa?
-Najbardziej wzruszyła mnie okrutna śmierć błogosławionego Jerzego Popiełuszki. To, jakich cierpień doświadczył, przerasta wszelkie wyobrażenia. 
*A jakie wydarzenie Ojciec wspomina najlepiej?
-Na 60. rocznicę kapłaństwa pojechałem na Florydę. W czterech księży odprawialiśmy tam mszę świętą, oczywiście w języku angielskim. Następnie moja kuzynka urządziła dla mnie festyn na 50 osób. Naprawdę dobrze się tam czułem, mimo że nie mówię płynnie po angielsku. Był to dla mnie wyjątkowy dzień.
*Czy Ojciec jest szczęśliwy?
-Bardzo. Nie wyobrażam sobie życia poza zakonem i kapłaństwem. Moje kapłaństwo to największy dar, jaki mogłem otrzymać od Boga.
Rozmawiały: MKR, WIKI

 

Ryszard Binczak

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu _______. _________ z siedzibą w ________ jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe