Ostrów: Książka w szczytnym celu

  • 17.07.2018, 08:30 (aktualizacja 17.07.2018, 12:08)
  • Ryszard Binczak
Ostrów: Książka w szczytnym celu
Bogna Skrzypczak-Walkowiak to ostrowianka, polonistka, filozof i miłośniczka zwierząt. W lutym 2018 roku ukazała się jej druga książka pt. Kot słusznie dumny, z której dochód przeznaczony jest na pomoc bezdomnym kotom.

Kto jest Pani ulubionym kocim bohaterem literackim?

Trudno mi powiedzieć, jednak jako dziecko często czytałam Przygody Filonka Bezogonka Knutssona. Bardzo ciekawym typem kociego bohatera jest też dla mnie Behemot z Mistrza i Małgorzaty Bułhakowa. Poza tym znam wiele literackich kotów, które wymieniam w ostatniej części mojej książki pt. Co czytają kotoluby?

W najnowszej książce Kot słusznie dumny zabiera Pani Czytelników w świat kotów. Skąd pomysł na taki motyw? Co było dla Pani inspiracją?

Pierwszą inspiracją, chociaż oczywiście nie jedyną, był mój kot Stefan. Ze względu na to, że miałam ostatnio trochę więcej czasu, a także z uwagi na fakt, że mam brata weterynarza, miałam też okazję uczestniczenia w kongresie medycyny behawioralnej w Warszawie, gdzie poznałam wielu interesujących ludzi - specjalistów w tym zakresie. Podczas kongresu wysłuchałam wielu wykładów o problemach psów i kotów. Temat ten zainspirował mnie także jako filozofa, a zatem miałam wiele punktów wyjścia. Chciałam również zaprezentować ostrowskim czytelnikom zagadnienie zwierzęcej psychologii czy nawet psychoterapii. Mamy już w Polsce wielu specjalistów, którzy w tej chwili zajmują się zoopsychologią i terapią behawioralną zwierząt. Może na naszym terenie nie jest to jeszcze tak popularne, ale zapewne wkrótce będzie, chociażby z uwagi na możliwość wyboru takiego kierunku studiów na różnych uczelniach.

Kim jest „kot słusznie dumny”?

„Kot słusznie dumny” to aluzja do Etyki nikomachejskiej Arystotelesa, w której pojawia się kategoria człowieka słusznie dumnego, czyli takiego, który uważa się za godnego rzeczy wielkich i w istocie na nie zasługuje. Wydaje mi się, że każdy kot ma coś takiego w swoim charakterze, jest przekonany, że zasługuje na dobro, którego doświadcza, a przy okazji jest zawsze pełen godności i dumy - zwłaszcza mój kot Stefan, który w jakimś stopniu posłużył za pierwowzór bohatera tytułowego opowiadania. Pisząc książkę, chciałam też, aby każde opowiadanie bardzo delikatnie wprowadzało Czytelnika w jakieś zagadnienie filozoficzne.

Kiedy zaczęła się Pani sympatia do kotów?

Zwierzęta lubiłam przez całe życie. W dzieciństwie, kiedy jeszcze mieszkałam w Hucie, mieliśmy psy. Natomiast sama potrzeba opieki nad kotem narodziła się przede wszystkim dzięki mojemu bratu, który wyjaśnił mi, jak wspaniałe mogą być relacje człowieka z tym zwierzęciem. Ponieważ córka także pragnęła mieć w domu kota - pojawił się Stefan. To była bardzo dobra decyzja!

Skąd wzięła Pani materiał, by opisać te wszystkie kocie historie? Czy któraś z opowieści ma dla Pani szczególne znaczenie?

Każda z historii opisanych w mojej książce wydarzyła się naprawdę, tyle tylko, że ja, jako pisarka, musiałam wprowadzić nieco fikcji literackiej, pozmieniać drobne fakty, dodać coś lub zmienić np. płeć bohatera. Ale wszystkie te historie są zakorzenione w prawdziwym życiu, np. historia Rysi. Większość moich Czytelników twierdzi, że mocno porusza ich opowiadanie pt. Pozwól mi żyć, pozwól mi odejść, które traktuje o poważnych sprawach egzystencjalnych - śmierci, rozstaniu, konieczności podjęcia ostatecznej decyzji w stosunku do pupila. Poruszam tam też m. in. zagadnienie kociej wierności. W Jaroszowcu - w Małopolsce podczas spotkania autorskiego - usłyszałam historię o kocie, który poszedł na pogrzeb swojej pani i całą mszę przebywał pod katafalkiem, wziął udział w ceremonii na cmentarzu, a potem codziennie odwiedzał grób swojej właścicielki. To stało się dla mnie kanwą historii Felka. W innym opowiadaniu Serce kota jest również pokazana prawdziwa historia zwierzęcia wyrzuconego z domu po śmierci opiekuna. Oba te zdarzenia wciąż we mnie żyją i ciągle mnie poruszają. Jedyne opowiadanie, które jest całkowicie dziełem mojej wyobraźni (oczywiście poza kontekstem naukowym) to historia kota Schrődingera.

Kot Schrődingera?

Tak to bardzo znany motyw, który wyrósł z teoretycznego eksperymentu, konkretnie z dziedziny fizyki kwantowej. Oto na naszych oczach dzieje się coś niesamowitego – pomysł słynnego noblisty Erwina Schrődingera trafia do popkultury, pojawia się chociażby w serialu Teoria wielkiego podrywu oraz w innych tekstach kultury. I ja również odwołuję się do tego problemu. Musiałam więc naradzać się z fizykiem - z moim kolegą Tomkiem Żukiem, który bardzo pomógł mi w tym zakresie. W końcu powstała taka powiastka filozoficzna, wzorowana na Kubusiu Fataliście Diderota, o tym, jak to mogło być z kotem słynnego Erwina – oczywiście z przymrużeniem oka.

Czy w Pani książce można znaleźć jednoznaczną odpowiedź na pytanie, czy koty mają dusze?

Skażenie tych tekstów filozofią sprawia, że wciąż poszukujemy tej odpowiedzi. Natomiast niemal wszyscy moi rozmówcy, ludzie lubiący zwierzęta, opowiadają się za istnieniem tej zwierzęcej (nie tylko kociej) duszy. Mówią oni, że doświadczyli zjawiska duchowości zwierzęcej, która jest inna niż ludzka, ale jest. W opowiadaniach widać też, że koty doświadczają wielu emocji, są empatyczne, przeżywają swoje kocie dylematy.

„Kota się nie przeprowadza. Kot przywiązuje się do miejsca, a nie do ludzi” - to cytat z Pani książki. Czy zgadza się Pani z tym stwierdzeniem?

Absolutnie się z nim nie zgadzam. Całe opowiadanie powstało po to, by ten mit obalić. Kiedyś, kiedy koty były przede wszystkim mieszkańcami gospodarstw i niewielu ludzi o nie dbało, musiały się same wyżywić, a ich głównym zadaniem było wyłapanie myszy w obejściu. W takich sytuacjach trudno byłoby mówić o istnieniu takiej więzi między ludźmi a zwierzętami, jaką obserwujemy współcześnie. Wtedy zwierzę żyło niemalże w stanie półdzikim, nie czuło przywiązania do człowieka. Teraz jest inaczej – dajemy kotu miłość, a on ją odwzajemnia. Sama widzę, jak zachowuje się mój kot, gdy wyjeżdżam i wracam. Oczywiście staremu kotu rezydentowi trudno byłoby się odnaleźć w nowym miejscu, ale przecież z wiekowymi ludźmi jest często tak samo. Pierwsza z historii w mojej książce pokazuje, że problem emocji kota nie zawsze tkwi w przeprowadzce, tylko w emocjach ludzi, do których kot jest przywiązany i których problemy odczuwa.

Jakie jeszcze stereotypy na temat kotów obala Pani w swojej książce?

To, że kot jest złośliwy, że chodzi własnymi drogami, że nie jest istotą stadną, lecz przede wszystkim indywidualistą. Kot jest często postrzegany jako wredny, a to zupełna nieprawda. Oczywiście faktem jest, że każdy kot może inny, mieć inną osobowość – czasem bardziej, czasem mniej otwartą na relację z ludźmi, ale ja staram się w swojej książce przede wszystkim obalać negatywne stereotypy na temat tych zwierząt.

Dochód ze sprzedaży książki został przekazany na akcję pomocy bezdomnym kotom. Mogłaby Pani opowiedzieć coś więcej o tej inicjatywie?

W Ostrowie istnieje Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami (TOZ), a wspaniałe osoby, które w nim działają, są bardzo zaangażowane w pomoc kotom. Zabiegają one o otwarcie schroniska dla kotów wolno żyjących i ich sterylizację, zapewniają w miarę możliwości finansowych pomoc weterynaryjną, dokarmiają, poszukują też dla nich opiekunów. Wielu ludzi nie ma świadomości, jakie to jest ważne. Dzięki tym wolno żyjącym kotom miasto chronione jest np. przed gryzoniami, które, wyczuwając obecność swoich naturalnych wrogów, nie zagrażają nam i nie roznoszą np. chorób. Chociażby dlatego uważam, że warto pomagać kotom, dokarmiać je, leczyć i zapobiegać ich bezdomności. Koty są naszymi sprzymierzeńcami.

Aby książka mogła powstać, odbyła Pani rozmowy z weterynarzami, zoopsychologami i behawiorystami. Ile czasu zajęło Pani przygotowanie tej książki?

Trudno mi to policzyć, ale około pół roku. Sam pomysł zrodził się już we wrześniu, a pod koniec roku ostro zabrałam się do pracy. Musiałam wybrać się kilka razy do Warszawy, by przeprowadzić wywiady, m. in. z Julią Galią, czy znaną behawiorystką Joanną Iracką. Byli też inni rozmówcy- działacz społeczny i polityczny Patryk Hałaczkiewicz czy Michał Płóciennik – filozof.

Czy ma Pani w planach kolejne książki?

Szczerze powiedziawszy – nie wiem. Nie jestem pisarką, jestem nauczycielką. Pierwsza książka Pani Kant madame Hyde narodziła się dzięki moim wspaniałym uczniom, którzy zainspirowali mnie napisanym przez siebie tomikiem zbiorem opowiadań Ocaleni. Później miałam wspomniany już czas wolny i powstał Kot słusznie dumny. Jednak już od wielu lat mam w planie wydanie pewnego opracowania naukowego, ale zależy to od wielu czynników, np. musi znaleźć się odpowiedni wydawca. Jest też jeszcze jedna książka, która czeka na wydanie, ale na razie nie mogę o tym mówić, by nie zapeszyć….

Karolina Binek

Fot. Archiwum prywatne autorki

Ryszard Binczak

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (2)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu _______. _________ z siedzibą w ________ jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.
Beata Stamburska Macdonald
Beata Stamburska Macdonald 17.07.2018, 12:48
Zdolna literatka Bogna Skrzypczak - Walkowiak poświęciła wiele czasu na przygotowanie, napisanie i publikację opowiadań. Swoje środki, swój wkład.Do tego cel szczytny, bo pięniądze ze sprzedaży opowiadań przeznaczyła na pomoc tych bezradnych. Myślę, że oprócz pochwał , my czytelnicy powinniśmy dodać swoją małą cegiełkę kupując książeczkę.Koszty jej są niewielkie , a mogą tak wiele !
Donata
Donata 17.07.2018, 12:27
znam obie książki, ale szczególnie urzekł mnie KOT SŁUSZNIE DUMNY, ciekawy i mądry wywiad , pozdrawiam koleżankę po piórze i gratuluję, czekamy na kolejne książki !

Pozostałe