Ostrów: Admirał Royal Navy z Topoli Wielkiej

  • 27.12.2017, 09:56
  • Ryszard Binczak
Ostrów: Admirał Royal Navy z Topoli Wielkiej
Józef Bartosik był jedynym Polakiem w historii brytyjskiej marynarki wojennej w randze admirała. W konserwatywnej Wielkiej Brytanii tak wysokie stanowisko cudzoziemca było czymś absolutnie wyjątkowym i bez precedensu. Podczas II wojny światowej walczył na polskich okrętach. Po wojnie w Royal Navy dowodził m.in. niszczycielem rakietowym HMS „London”. Polski kapitan i brytyjski kontradmirał pochodził z podostrowskiej Topoli Wielkiej.

Józef Czesław Bartosik urodził się 20 lipca 1917 roku w Topoli Wielkiej, rodzinnej wsi matki Barbary z domu Jędraszczyk (ur. 1888 r.). Ojciec Tomasz urodził się w Siemianicach w 1880 r. Był strażnikiem, a później naczelnikiem więzienia w Ostrowie Wielkopolskim i następnie w Koninie. W 1933 roku został naczelnikiem więzienia w Kaliszu. Józef  miał brata Bogdana. Kuzynka Józefa, Genowefa Hoffman z Siemianic opowiadała, że już od najmłodszych lat marzył o morzu i okrętach. Malował je i strugał łódki z kory drzew. Był przy tym bardzo inteligentny i spokojny. Po ukończeniu szkoły podstawowej uczył się w bydgoskim, a następnie kaliskim gimnazjum im. Adama Asnyka z maturą w 1934 r.

Prymus z szablą od Prezydenta
W 1935 roku, idąc za swoimi marzeniami, zdał na Wydział Morski Szkoły Podchorążych Marynarki Wojennej w Toruniu, który ukończył w 1939 roku z pierwszą lokatą i promocją na stopień podporucznika marynarki. Jako prymus otrzymał z rąk prezydenta RP Ignacego Mościckiego honorową złotą szablę z napisem: „Pierwszemu Szkoły Podchorążych Marynarki Wojennej, ppor. Józefowi Bartosikowi – Prezydent Rzeczypospolitej”. Świeżo upieczony oficer do tego przystojny brunet w marynarskim mundurze robił wrażenie nie tylko na płci pięknej, która go wręcz uwielbiała. Nienaganne maniery łączył z ułańską fantazją. Jednak jego największą i jedyną miłością było morze i okręty, to też na pokładzie był zupełną przeciwnością lądowego Bartosika. Był niezwykle zdyscyplinowany, stanowczy i przez to konfliktowy w relacjach z marynarzami. Po latach mówiono, że właśnie z tego powodu odszedł ze służby. W połowie 1939 roku, jako oficer wachtowy na szkolnym żaglowcu ORP „Iskra”, wyruszył z podchorążymi 2. rocznika w rejs po Morzu Śródziemnym. W planach mieli zwiedzenie Lizbony, Neapolu, Wysp Kanaryjskich i Casablanki w Maroku. Ten największy nad Atlantykiem port Afryki Zachodniej na niedoszłych wilkach morskich zrobił nie najlepsze wrażenie. Zamiast spodziewanej egzotyki ujrzeli zderzenie luksusu ze skrajną nędzą. Dookoła unosił się duszący smród miasta portowego. Tuż po wypłynięciu w drogę powrotną z Polski dotarła do nich wiadomość o napaści Niemiec i rozkaz natychmiastowego powrotu do portu. Żaglowiec był zbyt łatwym celem dla Kriegsmarine. Po zacumowaniu załoga „Iskry” przeżyła niezwykle groźny wypadek. By podnieść nastrój załogi, ppor. Bartosik urządził dla niej przyjęcie na portowym molo. Pech chciał, że w pobliżu pojawił się francuski stawiacz min i podczas wodowania jednej z nich na wejściu do portu nastąpiła potężna eksplozja, która omal nie zmiotła z mola polskich marynarzy. Z Casablanki żaglowiec wysłano na północ Maroka do ujścia rzeki Wadi Subu w okolicach miasta Al-Mahdija. Ukryty w głębi rzeki z dala od coraz groźniejszego Atlantyku czekał na nowe rozkazy.

Na wiernym okręcie  
Po wyokrętowaniu „Iskry” jej załoga, z wyjątkiem trzech marynarzy pozostawionych do ochrony, popłynęła do Anglii. Ppor. Bartosik trafił do Oddziału Wydzielonego Marynarki Wojennej we Francji, a następnie Rezerwowej Grupy Oficerów w Wielkiej Brytanii z przydziałem na niszczyciel ORP „Błyskawica”, nazywany przez aliantów „Butlą whisky”. Na jej pokładzie był oficerem wachtowym i II oficerem artylerii brał udział m.in. w walkach o Narwik. Dzięki jego odwadze i umiejętnościom załoga zestrzeliła dwa niemieckie samoloty. W 1940 roku przeniesiony na ORP „Garland” objął funkcje II-go, a rok później awansowany na porucznika, I-go oficera artylerii. Na pokładzie niszczyciela brał udział w konwojach na Atlantyku, Morzu Północnym, pod Spitsbergenem i Morzu Śródziemnym. W 1942 ponownie został oficerem flagowym Kierownictwa Marynarki Wojennej, skąd po roku wrócił na „Błyskawicę” i eskorty konwojów do Murmańska. Podczas eskorty słynnego PQ-16 atakowanego dzień i noc przez Luftwaffe i U-Booty przeżył prawdziwe piekło. Po latach wspominał: „Olbrzymia fala dymu i wody zasłoniła konwój, korwety, cały świat. Koniec, pomyślałem” – pisał w swoim „Wiernym okręcie”  z 1948 r. Spośród 145 osób załogi zginęło 22 marynarzy, a 46 było rannych. Polski okręt trafiony ponad 500 razy wyszedł z opresji i wrócił do bazy. Jego bohaterska załoga odznaczona została polskimi i brytyjskimi medalami. Porucznik Bartosik wyróżniony został krzyżem polskiego Virtuti Militari i brytyjskim Distinguished Service Cross. W 1944 roku awansował na stopień kapitana marynarki, obejmując ponownie funkcję oficera flagowego Kierownictwa Marynarki Wojennej. Rok później na „pływającym antyku” – jak nazywano niszczyciel ORP „Conrad” – skierowany został do byłej bazy Kriegsmarine w Wilhelmshaven zdobytej przez 1 Dywizję Pancerną gen. Maczka i do końca 1945 transportował pomoc Czerwonego Krzyża do Danii i Norwegii. W końcu roku wraz z grupą oficerów planował powrót do Polski. Wspólnie opracowali nawet dokument pt. „Postawy Marynarki Wojennej wobec zagadnienia powrotu do kraju”, zachęcający polskich marynarzy, by wracali do ojczyzny. W tej sprawie odbył naradę z Pierwszym Lordem Admiralicji Albertem Alexanderem, który poinformował Bartosika, że Londyn nie może gwarantować bezpieczeństwa oficerom w zajętej przez Stalina komunistycznej Polsce. Nie chciał zrywać z morzem nawet kosztem ojczyzny i żyjącej w niej rodziny. Na początku 1946 roku kpt. Bartosik ostatecznie zdecydował się pozostać w Wielkiej Brytanii.

W brytyjskiej Royal Navy
W kwietniu 1948 roku doświadczony w boju polski kapitan wzmocnił zdziesiątkowane kadry oficerskie brytyjskiej Royal Navy. Służąc w zespołach okrętów eskortowych pływał na pancernikach „Anson” i „Vanguard”. W 1952 roku został komandorem-podporucznikiem, a pięć lat później komandorem. W latach 1955-1956 dowodził niszczycielem HMS „Comus”, z którym uczestniczył w próbie jądrowej na atolu Montebello u Zachodniej Australii i dramatycznej konfrontacji z tajwańskim niszczycielem blokującym chiński port Fuzcho. Joe – jak nazywano Bartosika – po oddaniu strzałów ostrzegawczych zbliżył się do niszczyciela tak blisko, że mógł popatrzeć w oczy tajwańskiego kapitana. W 1957 roku został kapitanem Royal Navy. W latach 1960-1961 dowodził HMS „Scarborough” i 5. Eskadrą Fregat, a następnie Bazą Lotniczą HMS „Culdrose”. W 1964 roku został dowódcą nowoczesnego niszczyciela rakietowego HMS „London”. Ciesząc się reputacją dowódcy surowego, lecz zawsze fair z powodu wybuchowego charakteru i żelaznej dyscypliny ciągle popadał w konflikty z załogą. Uwielbiał porządek i czystość. Pod jego komendą wszystko musiało lśnić. Nawet okrętową toaletę sprawdzał białą rękawiczką, dodając, że sprzątacz w nagrodę kolację zje z podłogi. Żartowano, że na jego rozkaz znikały nawet kurzajki z rąk marynarzy. Wielu jednak widziało w nim służbistę i tyrana. Nazywając go „starym głupcem” mieli więcej powodów, by go nienawidzić niż kochać. Do najbardziej bulwersującego incydentu z jego udziałem doszło w 1965 roku podczas postoju okrętu w Singapurze. Powodem były zbyt długie włosy I-go oficera, któremu kpt. Bartosik wstrzymał przepustkę i kazał zatrzymać w areszcie na okręcie. Zrobiła się wściekła awantura, bo nie było jeszcze w brytyjskiej marynarce przypadku, by oficerowi wysokiej rangi odmówiono zejścia na ląd. Dopiero po interwencji admiralicji aresztant odzyskał wolność. W 1966 roku Józef Bartosik został kontradmirałem (ang. Rear-Admiral) wchodząc w skład 72 admirałów Royal Navy. Kiedy jednak przybywało skarg na Bartosika, admiralicja wyprawiła go – delikatnie mówiąc – „po angielsku” na wcześniejszą emeryturę. Karierę wojskową zakończył w 1969 roku, jako zastępca szefa Sztabu Operacyjnego Sił Morskich Wielkiej Brytanii. W Polsce był tylko raz podczas kurtuazyjnej wizyty HMS „London” w 1965 r. Jednak nie było mu dane odwiedzić rodzinnej Topoli Wielkiej. W 1943 roku poślubił Pamelę Bowman, z którą miał córkę i trzech synów. Rozwiedziony poślubił w 1969 roku Jeannine Scott (zm. 2006). Admirał z Topoli Wielkiej zmarł w Londynie 14 stycznia 2008 roku w wieku 91 lat.

Dariusz J. Peśla

* Rear-Admiral Jozef Bartosik, „The Times” z 22 stycznia 2008 r. [thetimes.co.uk].

 

Ryszard Binczak

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu _______. _________ z siedzibą w ________ jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe